Może tym razem nie zapomnę, gdy sobie to zapiszę.
wtorek Wrzesień 19th 2017
Zawsze może być gorzej, więc nie chwalę się, że jest kiepsko. ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ, WIĘC NIE CHWALĘ SIĘ, ŻE JEST KIEPSKO. Z a w s z e m o ż e b y ć g o r z e j , w i ę c n i e c h w a l ę s i ę , ż e j e s t k i e p s k o. Zawsze może być gorzej, więc nie chwalę się, że jest kiepsko. ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ, WIĘC NIE CHWALĘ SIĘ, ŻE JEST KIEPSKO. Z a w s z e m o ż e b y ć g o r z e j , w i ę c n i e c h w a l ę s i ę , ż e j e s t k i e p s k o. Zawsze może być gorzej, więc nie chwalę się, że jest kiepsko. ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ, WIĘC NIE CHWALĘ SIĘ, ŻE JEST KIEPSKO. Z a w s z e m o ż e b y ć g o r z e j , w i ę c n i e c h w a l ę s i ę , ż e j e s t k i e p s k o. Zawsze może być gorzej, więc nie chwalę się, że jest kiepsko. ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ, WIĘC NIE CHWALĘ SIĘ, ŻE JEST KIEPSKO. Z a w s z e m o ż e b y ć g o r z e j , w i ę c n i e c h w a l ę s i ę , ż e j e s t k i e p s k o. Zawsze może być gorzej, więc nie chwalę się, że jest kiepsko. ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ, WIĘC NIE CHWALĘ SIĘ, ŻE JEST KIEPSKO. Z a w s z e m o ż e b y ć g o r z e j , w i ę c n i e c h w a l ę s i ę , ż e j e s t k i e p s k o. Zawsze może być gorzej, więc nie chwalę się, że jest kiepsko. ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ, WIĘC NIE CHWALĘ SIĘ, ŻE JEST KIEPSKO. Z a w s z e m o ż e b y ć g

Kategorie

  • Brak kategorii

Ciekawe strony

Treści własne

Archiwa

Gdzieś indziej.

Powinniśmy być w miejscu, które zapierałoby nam dech w piersiach. Siedzielibyśmy i cieszyli oczy tymi widokami i sobą. Przytuleni i zakochani. Szczęśliwi.
Nie tutaj za biurkiem, z oczami wlepionymi w monitory…

2 rzeczy.

1. Wyobraź sobie, że Cię przytula bardzo mocno, obejmuje całą Ciebie i do tego jedną dłonią trzyma za głowę delikatnie i powoli głaszcząc. Nie ma nic przyjemniejszego od tego, oprócz:
2. Jego pocałunków, które przyprawiają o dreszcze na całym ciele, które są tak czułe i jednocześnie momentami dominujące, aby wywołać dodatkowe emocje…

I teraz wyobraź sobie, że jesteś chora. Nie masz ani 1 ani 2.

Zostają jedynie fantazje…

Tsunami

Chcę kochać jak wariatka. Chcę być zakochana do szaleństwa. I tylko ja się poświęcam i tylko ja mam. A Ty słuchasz jak pies. Znowu, znowu, zero samo myślenia, zero inwencji i inicjatywy. Nie czuję się z tym fair. Chciałabym, żebyś zrobił coś więcej i dał coś od siebie a od Ciebie nie ma nic. Nie ma spontanicznie. Skończyło się. A ja chciałabym, żeby wypłynęło tsunami, żeby było widać, że Ci zależy. Zależało… Teraz już w ogóle. Nie będzie tak. Albo jesteśmy tsunami, albo niczym.

Prawie wszystko.

Nie chcę się przejmować innymi.

Co mogą sobie o mnie myśleć? O moim życiu.

Np. Że udaję, że jestem szczęśliwa, że mój uśmiech nie jest szczery. Że powtarzam kłamstwo tysiąc razy, licząc na to, że stanie się prawdą.

Że on nie pasuje do mnie. Wszystko na siłę. Boi się samotności.

Co mogę ja sobie myśleć? O moim życiu.

Że nie ma sensu. Czemu znów boli mnie brzuch i czuję się nieszczęśliwa? Myślę o tym, żeby położyć się na trawie na kocu i pisać.

Albo żeby iść ulicami Pragi i pisać.

Albo że w domu.

Nie wiem, czy znajdziemy dla siebie idealny stan i czy będziesz tak szczęśliwy. Każde ma swoją wizję szczęścia. I gdzieś po drodze musimy się spotkać.

Praga jest taka piękna. Odzwierciedla w sobie przeszłość, trud, trwałość i biedę. Na co komu luksusy, kiedy można serce cieszyć historią, kulturą i prostotą. Gdzieś w tym wszystkim są nasze korzenie, które jeszcze nie zostały zastąpione pieniędzmi i nowoczesnością. Są ludzie, którzy się tam odnajdują i czują się tam bardzo w domu. Nie można tak kochać swojego miasta, jeśli stąd się nie jest. Tu jest moje miejsce i nie chcę być daleko stąd. Ta przynależność mimo, że nie dostarczy mi górki pieniędzy, pozwoli cieszyć się miejscem, otoczeniem i każdym dniem. Spacerując, oddycham tym powietrzem, patrzę w słońce i na tą nieidealną przestrzeń wokół mnie.  Nieidealną jak ja.

To nie musi być na Pradze.

Ale na pewno nie na końcu świata.

Czego pragnę, gdy jestem sama?

Wolności.

Swojego czasu tylko dla siebie.

By w miejscu popłakać za czymś, czego jeszcze nie znam.

Jednocześnie tęsknię za Tobą, ale wiem, że nic nie zrozumiesz.

 

A jeszcze inni pomyśleliby o moim życiu, że mam tak wiele i tego nie doceniam. Niektórzy mają gorzej. A ja mam prawie wszystko.  

Pasividad.

Nie musisz dla świata robić nic więcej.
Oczyść sumienie rozdarte grzechami.
Zapłać za życie, co dostałeś za darmo.
Oświeć drogę swoją doświadczeniami.

Nie musisz dla świata starać się bardziej.
Świat nic od Ciebie wprost nie poprosi.
Choć zapłacisz za życie, co masz je za frajer
To nie światu, lecz obcemu człowiekowi.

Nie musisz jej czytać w myślach dziś wieczór
I tak bierność Twa urasta do potęgi.
Świat nie będzie rozliczał teraz tych pierdół
A Miłości nie sprzeda za bezcen i bez męki.

Będziesz się targować, gdy nagle jej zabraknie.
Podyktuje Ci za nią zbyt cenę wysoką.
Wówczas będziesz płacić za Miłość jak dawniej,
Bo nie zdołasz dzisiaj postarać się mocno.

Wymyślę…

Wymyślę świat bez naszych rozstań
Bez myśli zgiełku
Spowodowanych samotnością

Zanim złapie tęsknoty rozpacz
Zamknę Cię w pudełku
I będę karmić namiętnością

W tym świecie wystarczy wszystkiego 
Zawsze będziesz obok
I dlonie złączone pragnieniami

Żal, że jest istnienie świata tego
Nieustannie z Tobą
Niemożliwe poza marzeniami…

Możemy coś porobić razem, jeśli jeszcze chcesz mnie znać. Jeszcze chcę.

Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Chcę zmyć z siebie ślady wczorajszego dnia. Istnieją rzeczy, których nie umiem wyjaśnić, a wraz z nimi, snując hipotezy, czuję się totalnie upodlona. Analizowałam różne przyczyny, które mogły dać taki skutek. Najbardziej prawdopodobna jest jedna, ale niekoniecznie dowody o tym świadczą. Jest wiele znaków zapytania.

Wiem, że zasłużyłam sobie na taki osąd. Umiem przeginać, zdarza mi się. Może trzeba upaść naprawdę nisko, żeby dopiero się ogarnąć. Jak w książce Marka Lamprell’a „Czysty Obłęd”: „(…) Czasem człowiek nie może wziąć się w garść, dopóki się doszczętnie nie rozsypie(…)”.

Chociaż jest to trudne, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i przyjąć rzeczywistość, taką jaka jest, a nie szukać dodatkowych wyjaśnień tylko po to, żeby poczuć się lepiej. Tego właśnie nie powinno się robić, bo jest to potrzebne do zmian. Zmian w swoim charakterze, w codzienności, całego życia.

Jest mi przykro, źle czuję się w środku. Nie umiem patrzeć na siebie w  lustrze, tymbardziej na niego. I choć mówi, że to nic, zapomnimy, bardzo ciężko jest przejść z tym do porządku dziennego. Dlatego siedzę tu sama i piszę. Jest mi wstyd. Wstydzę się siebie. Tylko moją winą jest to, że nie umiem czegoś wyjaśnić. Jeżeli czegoś nie umiem wyjaśnić, to tylko moją winą jest to, że zakłada się najgorsze. Nie ma innego winnego i nie mam prawa złościć się na nikogo więcej, prócz siebie.

Chyba to chciałam napisać.

Zdać sobie sprawę, że inne tłumaczenia nie są potrzebne, bo najgorsze tutaj jest to, że nie wiem. A wiedziałabym, gdybym była lepszą dziewczynką.

Dotyk dłoni…

Możesz kogoś lubić bardzo nawet, a dotknie Twojej dłoni i odsuwasz rękę. Mimo, że robi to z czułością. Natomiast palców osoby, którą kochasz, nie odtrącasz, tylko odwzajemniasz bliski dotyk i pragniesz więcej. Tu dłoń i tu dłoń. Obie robią to samo, miło. A jednak w pierwszym przypadku nie chcesz, aby się powtórzyło nigdy więcej.

Obiecaj mi!

Obiecaj mi, że będziesz mnie tak głaskał do końca życia. Uwielbiam Twoje dłonie i palce. Poważnie! Nie widziałam i nie czułam cudowniejszych męskich dłoni.

Ja chcę gwarancję na Ciebie dożywotnią. Daj mi ją, szybko!

Domyślać się można, że wczorajsza kolacja udała się. Damian, Mój-prawie-przyszły-mąż-do-końca-życia-na-razie-bez-gwarancji dotarł do domu ok. 21:50. Moja kolacja w tym czasie kończyła się robić!

Zadzwonił dzwonek, a ja zaczęłam biegać po mieszkaniu, jak szalona z bijącym sercem. W głowie niedorzeczne pytanie: „Otwierać, czy nie otwierać?”. Ale no, bałam się jak cholera. Nie widzieliśmy się tyle czasu. A co, jak się odkochałam? Porzuciwszy bałagan myślowy, otworzyłam w końcu drzwi. I kogo zobaczyłam? Mojego-prawie-przyszłego-męża-do-końca-życia-na-razie-bez-gwarancji w czarnej koszulce MDK, czarnych spodniach, zdążył ubrać nawet ten oszałamiający uśmiech na twarz oraz wesołe spojrzenie. Pomyślałam sobie: „Bożeeee, jaki przystojniak, umrę z wrażenia…” I chyba rozpoczęło się moje umieranie, bo nogi zaczęły mi się trząść, a głos łamać. Uwierzy ktoś? Znam go już prawie pół roku, a moje ciało zachowywało się, jakby widziało go pierwszy raz. Dokładnie tak. Oszołomił mnie totalnie. Tak 1:0.  Mogłam wydawać się wystraszona, przerażona nawet: „Gdzie by tu się schować, zza zasłonki będą wystawać mi stopy…A ryba to się chyba spali”.

Udało mi się dopiero po kilku minutach uspokoić ciało i myśli. Dalej kazałam mu się wykąpać, a ja nałożyłam jedzonko i otworzyłam wino. Potem już rozmawialiśmy sobie spokojnie. Co zabawne, kolację zaczęliśmy jeść o godzinie 22:22*

*Ta godzina ma symboliczne znaczenie dla nas: 15.03 o g. 22:22 umówiliśmy się na rogu Puławskiej i Różanej na naszą pierwszą randkę.

a skończyliśmy jeść godzinę później. Pięknie kłamał, że wyglądam ładnie w blasku świec. Kolacja wyszła przepysznie i deser również mu smakował. Tyle pochwał od niego jednego dnia otrzymać, szaleństwo! Trzeba to gdzieś zapisać…

Po kolacji rzuciliśmy się na siebie jak szaleńcy i przypominaliśmy sobie siebie, a później, gdy zasypialiśmy, powiedział do mnie: „Kocham Cię Króliczku”.

!!!!

Mówi mi to rzadko, tak rzadko, że kiedy właściwie już się zdarzy, najpierw nie wierzę, że to powiedział, po chwili powoli dociera…. Zaczynam czuć miłosne uniesienie i szczęście, które zapiera dech w piersiach. Potem należy odpowiedzieć: „Ja Ciebie też kocham” i niestety wychodzi mi niezdarnie…

W duchu się za to karcę.

 

Dzisiaj pisałam przy piosence: Stevie Wonder, I just call to say I love you



A gdy tęsknię…

To też już przeżywałam. Cz. mówił, że wróci z pracy w piątek, a wracał dopiero w przyszłym tygodniu. I też tęskniłam! Z perspektywy czasu spoglądam na to z boku i mogę tylko powiedzieć, że go lubiłam. Miał wariackie teksty i było wesoło. I chociażby znając już takie odwlekania spotkania na kolejny czas, w miarę upływu dni, przyzwyczajałam się do tego. Aż w końcu przywykłam. Najbardziej dawał się we znaki pierwszy dzień rozstania i ostatni, a pomiędzy nimi było znośnie.

Dzisiaj jest trochę inaczej, bo na ten dzień czekam już od dni jedenastu (stanowczo za długo) i przygotowałam ukochanemu niespodziankę, która to jest do zjedzenia i powinna być ciepła i świeża. Przystroiłam też cudnie stół, kupiłam parę nowych rzeczy, żeby nadać temu wszystkiemu właściwy obraz. Wymyśliłam również, co się i jak będzie działo.

Monia powiedziała mi rano, że będzie oczekiwania vs. rzeczywistość… Rzeczywistość jest obecnie taka, że moja druga połowa ma tak dużo pracy, że nie wie, czy dzisiaj w ogóle dotrze do domu.

A więc co się teraz dzieje: Czekam na informację od Angeli, kiedy chłopaki wyruszają do domu i wtedy będę miała 2 godziny na dokończenie dzieła. Jeżeli nie dostanę informacji do godziny 21 i tak będę musiała to upiec. Kolejnego dnia mi to nie wytrzyma w lodówce.

Zdaję sobie sprawę, że jeśli mój D. wróci bardzo późno, to nie będzie miał siły. Może tylko będzie marzył o łóżku. Ale to wtedy położy się obok mnie śpiącej i też będzie miło. Dlatego nie zwinę się stąd ze wszystkim, bo mogłabym zabrać kolację do mojego domu. Bardziej chcę mieć go już obok siebie…

A z niespodziankami tak to już jest. Moja pewnie się nie uda. Tymbardziej, że już 18 godzina i zero wiadomości…..

 Page 1 of 10  1  2  3  4  5 » ...  Last »